Nasze podróże – jak lubimy podróżować

Oboje uwielbiamy podróżować, poznawać nowe miejsca, nowe kultury, nowe smaki. Od kiedy jesteśmy razem (a to już niemal 7 lat) podróże mniejsze i większe zawsze były elementem wspólnego spędzania czasu. Jest to nasza wspólna pasja, jedna z rzeczy, która nas łączy.
Nasz sposób podróżowania zmieniał się, dostosowując do aktualnej sytuacji, ale pewne rzeczy są stałe: wykorzystywanie ograniczonego czasu, entuzjazm do wyszukiwania perełek w każdym miejscu, gdzie jesteśmy, rozsądne zarządzanie budżetem i dużo chodzenia.

W nasze pierwsze dłuższe wakacje wyruszyliśmy w podróż po Polsce. Zatrzymaliśmy się w Poznaniu, Bydgoszczy, Świeciu, pod Toruniem, we Włocławku, i na koniec w Warszawie. Nasz studencki budżet ratował fakt, że tylko w Bydgoszczy płaciliśmy za nocleg. W Poznaniu gościła nas ciocia, we Włocławku koleżanka ze studiów, a w Świeciu i pod Toruniem koledzy Maćka… z gry OGame ; ) Dzięki temu więcej pieniędzy mogliśmy przeznaczyć na atrakcje. Było to bardzo ciekawe przeżycie i jedyna nasza podróż w systemie łańcuszkowym. Zwykle podróżujemy w tzw. systemie gwiaździstym (jedna lub dwie bazy wypadowe). Podczas tych wakacji po raz pierwszy doceniliśmy zalety pewnej elastyczności przy planowaniu trasy oraz gotowość do wyszukiwania ciekawych miejsc w mniej oczywistych okolicach. Świecie nie jest miastem „must see”, jednak znajduje się w nim zamek, czyli jest coś do zobaczenia. Mieliśmy tam możliwość darmowego spania, więc uznaliśmy, że włączymy je w naszą trasę. Następnie sprawdziliśmy, że zaraz obok niego znajduje się Chełmno, z wyjątkowym renesansowym ratuszem, gotyckimi kościołami, z zachowanym niemal całym obwodem murów miejskich. Chełmno okazało się jedną z dwóch największych pozytywnych niespodzianek na naszej trasie. Najpiękniejszy kościół (a Poznań był mocną konkurencją), cudowny widok z dzwonnicy na ratusz i okolicę. Gdybyśmy wybierali tylko oklepane, najbardziej popularne miejsca, nie dalibyśmy sobie szans na takie przyjemne zaskoczenia.
Studencki, raczej nisko budżetowy wyjazd w Polskę… to pewnie auto stop? Nie. Za transport służył nam głównie pociąg oraz PKS. Zwykle staramy się trzymać nasze wydatki w rozsądnych ryzach, jednak nie za wszelką cenę. Podróże są dla nas także odpoczynkiem od codzienności, ważny jest dla nas pewien poziom komfortu, którego nie zapewnia autostop, ani couchsurfing. Oczywiście, nie mówimy, że autostop czy couchsurfing nie są dobrą opcją na podróżowanie, po prostu nie są dobrą opcją dla nas.

Widok z wieży kościelnej na ratusz w Chełmnie.

Tour po Polsce to nie jedyna wycieczka, gdy komunikacja publiczna była naszym głównym środkiem transportu, przeciwnie. Po Polsce zwykle podróżujemy pociągiem, czasem autobusem. W dłuższe trasy latamy samolotem. Samochodem czy autobusem staramy się nie jeździć za wiele, ponieważ moja choroba lokomocyjna jest znacznie słabsza niż w dzieciństwie, ale wciąż czasem się odzywa, szczególnie na bardzo krętych trasach. Po okolicy lubimy jeździć rowerami. Poza tym – dużo chodzimy. Na wyjazdach niemal codziennie licznik pokazuje powyżej 25 tysięcy kroków.

„Trzymanie wydatków w rozsądnych ryzach” znaczyło co innego, gdy byliśmy studentami, co innego znaczy teraz, gdy pracujemy. Zwykle chcemy czerpać możliwie dużo z atrakcji danej okolicy. Wolimy wybrać nieco tańszy cel naszej wyprawy, ale korzystać w pełni z atrakcji, muzeów, lokalnej kuchni, niż zdecydować się na drogą destynację, na którą nas nie stać, i nie skorzystać z możliwości, które daje. Ta zasada dotyczy w szczególności dłuższych wyjazdów. Przy krótszych wycieczkach niekoniecznie się jej trzymamy. Podczas weekendu spędzonego w Skandynawii, jeden obiad przywieźliśmy ze sobą z Polski (jedyna taka sytuacja). Brzmi jak typowa „cebula”? Być może, ale ważniejsza była dla nas możliwość podziwiania zachwycającej przyrody, uroków wybrzeża szkierowego i kanelbulle (cynamonowe szwedzkie bułeczki), niż zjedzenie zwyczajnego obiadu za ponad 100 złotych za osobę.

Polodowcowy krajobraz w Stromstad w Szwecji.

Bardzo lubimy dłuższe wakacje, mamy wtedy szanse na dogłębne zwiedzenie regionu/miasta i okolicy, poczucie klimatu, dłuższy odpoczynek. Jednak pracujemy na etacie, co oznacza, że póki co dysponujemy tylko 20 dniami urlopu (wkrótce 26! nie możemy się doczekać). Podczas studiów także nie mieliśmy trzech miesięcy wakacji ze względu na praktyki. Z tego powodu pokochaliśmy weekendowe wycieczki.

Weekendowe wycieczki (lub nieco przedłużone weekendy) to idealny sposób na poznawanie świata, gdy cierpimy na niedobór dni wolnych. Poza tym to świetna okazja, by odwiedzić miejsca, które nie mają aż tak wielu atrakcji, a mimo to są ciekawe. Może to być też dobry patent na miejsca, które mają tak wiele do zaoferowania, że warto podzielić to na mniejsze części. Zamiast zwiedzać Paryż czy Londyn od rana do wieczora przez tydzień, warto zastanowić się nad kilkoma krótszymi wyjazdami w dane miejsce, na przykład właśnie na weekend. Jest szansa, że więcej zapamiętamy, nie przytłoczy nas tak ogrom ciekawostek, a muzea nie zleją się w jedno wspomnienie. Weekendowa wycieczka może być też świetnym rekonesansem czy rozpoznaniem, czy dana okolica jest dla nas. Po 3-dniowej wycieczce, gdzie jedno popołudnie spędziliśmy w Bergamo, jeden dzień nad jeziorem Como i jeden dzień w Mediolanie wiemy, że chcemy wybrać się kiedyś nad jezioro Como na dłużej. Ale ta krótka wycieczka sama w sobie dostarczyła nam pięknych widoków i miłych wspomnień. Taki city break dla nas to świetna okazja na częstsze oderwanie się od codzienności, a częściej możemy poczuć się jak na wakacjach… mimo braku dużej liczby dni wolnych.

Widok na jezioro Como.

Koleżanka z pracy, zainspirowana naszymi weekendowymi wycieczkami, podchwyciła pomysł. Uznała, że to świetny sposób na podróże także dla niej. Od razu zapytała: „Gdzie?”. Gdzie lecieć? Jakie miejsce jest dobre na taką wycieczkę? Każde. W każdym miejscu, w każdym większym mieście czy regionie znajdzie się wystarczająco dużo ciekawych rzeczy do zrobienia przez dwa, trzy dni. To duży plus takich weekendowych breaków. Taka krótka wycieczka wszędzie może być ciekawa, jeśli tylko jesteśmy otwarci na różne doznania. Oczywiście, wszystko należy dostosować do siebie. Koleżance zależało na dobrej kuchni i smacznym winie, więc dla niej pewnie dobrym celem wycieczki byłaby niemal każda miejscowość w Hiszpanii, Włoszech, czy Francji. My zwykle nie jesteśmy nastawieni na jeden konkretny typ zwiedzania. Odpowiadają nam zarówno duże miasta z ciekawymi muzeami, jak i szerzej nieznane miasteczka z urokliwymi uliczkami, czy też miejsca, gdzie jedyną atrakcją jest przyroda oferująca niesamowite widoki. Także niemal każde miejsce, gdzie można dość tanio dolecieć na weekend, to dla nas dobre miejsce na krótki wypad.

Pomnik Matki Ojczyzny w Kijowie.

Do tej pory opisaliśmy głównie weekendowe breaki poza Polskę, możliwe dzięki tanim liniom lotniczym. Nie można jednak zapominać o weekendowych wycieczkach po Polsce. Swego czasu Maciek był mistrzem w rezerwowaniu biletów na (jeszcze wtedy) Polskiego Busa za złotówkę. I tak za mniej niż 10 zł pojechaliśmy z Warszawy na weekend do Augustowa, Białowieży, czy na jednodniową wycieczkę do Łodzi. Wszystkich te wyjazdy wspaniale wspominamy.

Zachód słońca nad jeziorem Necko w Augustowie.

Na weekendowe wyjazdy często wybieramy miejsca tzw. drugiego wyboru. Jest to dobry sposób na ograniczenie wydatków, a także bardziej unikalne wspomnienia. Jako przykład znów możemy podać nasz skandynawski weekend. Loty do Oslo są bardzo tanie, kosztują nawet 39 złotych. Jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że są to loty do „Oslo”, czyli do lotniska Oslo Sandefjord-Torp, które znajduje się 120 km od stolicy Norwegi. Transport z lotniska do miasta potrafi kosztować nawet 3 razy drożej niż bilet na samolot, poza tym zabiera sporo czasu, szczególnie cennego podczas weekendowych wyjazdów. Nam zależało na ciekawej wycieczce, a niekoniecznie zwiedzaniu Oslo. Z tego powodu zdecydowaliśmy się na odwiedzenie miasteczka Sandefjord (10 km od lotniska) oraz rejs promem do Stromstad w Szwecji. Był to świetny wybór i weekend z piękną przyrodą.

Skalne wybrzeże w Sandefjord w Norwegii.

A co gdy nie mamy wolnego nawet weekendu? My się nie poddajemy. Wtedy przychodzi czas na tzw. mikro wyprawy. „Podróż to nie odległość” jak mawiają Wędrowne Motyle, nawet bardzo blisko można znaleźć interesujące miejsce, ciekawe muzeum czy zachwycić się przyrodą, także w mieście. My zwykle szukamy zielonych plam na mapie, sprawdzamy trasę możliwie przyjazną rowerom, wsiadamy na rowery i … ruszamy podziwiać najbliższą okolicę. Takie mikro wyprawy mogą być nieco bardziej wymagające mentalnie, by spojrzeć inaczej niż zwykle na okolicę, zauroczyć się tym co bliskie, jednak gwarantują dużo wrażeń w krótkim czasie. Największy plus takich mikro wypraw? Gdy zakochamy się w jakim pięknym miejscu, łatwiej tam często wracać.

Park Kępa Potocka – zielony Żoliborz rowerem.

Agnieszka i Maciek

Jedna uwaga do wpisu “Nasze podróże – jak lubimy podróżować

Dodaj odpowiedź do T. Anuluj pisanie odpowiedzi