
Gdy słyszymy „wyspa pełna zieleni, termalne wody” nasze myśli prawdopodobnie od razu biegną w kierunku Islandii. A na południu też jest perełka, którą można opisać podobnie – Ischia. Oczywiście, krajobrazy są zupełnie inne, inna temperatura, gęstość zaludnienia – różnią się niemal wszystkim, ale ten opis pasuje do obu wysp.
Z Neapolu na Ischię kursują wodoloty i promy. Na wyspę można się dostać także z Pozzuoli, Procidy, Sorrento i Capri. W zależności od statku, przewoźnika i trasy (bezpośrednio czy przez Procidę) dopłynięcie z Neapolu trwa od 45 minut do 1,5 godziny. My płynęliśmy promem przewoźnika Medmar, bilet kosztował nas 12,40 €. W trakcie rejsu podziwiać można panoramę Neapolu od strony morza, a także inne okoliczne miejscowości i wyspy, co samo w sobie jest atrakcją.
Ischia to największa z Wysp Flegrejskich, pozostałe wyspy tego archipelagu to Procida, Nisida i Vivara. Najbardziej znana wyspa zatoki Neapolitańskiej – Capri nie należy do tego archipelagu. Ischia powstała w wyniku wybuchu wulkanu. Wulkanicznemu pochodzeniu wyspa zawdzięcza obecność wód termalnych.

Po dopłynięciu, pierwsze co rzuciło się w oczy to urokliwe budynki okolicy portu w miejscowości Ischia Porto, a także niesamowita ilość zieleni porastającej okoliczne pagórki. Duża jej część to winorośl, bo żyzne, wulkaniczne gleby i duża ilość słońca to idealne warunki dla winogron.

Największe atrakcje wyspy to zamek Castello Aragonese, termy, zarówno dzikie, jak Baia de Sorgeto, jak i rozległe kompleksy termalnych basenów, jak np. Termy Posejdona czy Termalne Ogrody Negombo, Mount Epomeo – najwyższy szczyt wyspy, ogród botaniczny La Mortella, urokliwe miasteczko Sant’Angelo, plaża Citara i Chiesa del Soccorso – kościółek położony nad urwiskiem

My na wyspie spędziliśmy cztery dni i nie starczyło nam czasu na wszystkie zaplanowane atrakcje. Zrezygnowaliśmy ze wspinaczki na Mount Epomeo, bo zmęczeni bardzo intensywnym pobytem w kontynentalnej części Kampanii, potrzebowaliśmy nieco odpoczynku i lenistwa na plaży. Ostatni nasz dzień na wyspie był jedynym podczas dwóch tygodni w Kampanii, gdy nie dopisała nam pogoda. Przez pół dnia padał deszcz, a chmury burzowe straszyły nas do wieczora, także ze spaceru w ogrodach La Mortella także musieliśmy zrezygnować. Może to i dobrze – zostanie coś na kolejną wizytę ; ) By w pełni skorzystać z uroków wyspy, a jednocześnie odpocząć i nie odhaczać kolejnej atrakcji w biegu, polecamy spędzić przynajmniej 6 dni na wyspie.
Zamek Aragoński – Castello Aragonese

Zamek ten znajduje się na osobnej, małej wysepce połączonej mostem z Ischią. Pierwsze fortyfikacje w tym miejscu powstały już 500 lat przed naszą erą. Aktualne zabudowania to pozostałość średniowiecznych zabudowań i ich rekonstrukcje. Zamek przechodził we władania różnych narodowości. Na jego terenie znajdował się też klasztor zakonnic. W XX w. twierdza przeszła w prywatne ręce. To, co odróżnia go od zamków w Neapolu, którymi zarządza miasto, to lepsze utrzymanie obiektu. Wejście kosztuje 10 euro, w zamian za tą cenę dostajemy wstęp do ładnie utrzymanego obiektu, bez zniszczeń, a także ulotkę z ciekawie opisanymi po włosku i angielsku punktami na trasie. Zabudowania robią wrażenie, choć dostęp jest tylko do niektórych budynków, oraz na dziedzińce, ganki, mury. W jednym z budynków znajduje się wystawa sztuki nowoczesnej. Na tej małej wysepce oczy cieszy również przyroda: kaktusy, opuncja i inne sukulenty, a także gaj oliwny. To, co zachwyca najbardziej, to niesamowite widoki, przepiękne krajobrazy, zarówno na samą Ischię, port, okoliczne miejscowości, urokliwe zielone zaułki, czy plaże, ale także okoliczne wyspy. Gdzie nie spojrzeliśmy, zatrzymywaliśmy wzrok i robiliśmy zdjęcia, by uchwycić na później te przepiękne widoki. Z informacji praktycznych – warto mieć na uwadze, że chociaż na górę wjeżdża się windą, to dużą część spaceru po terenie zamku odbywa się po schodach.

Widok z zamku na Ischia Porto 
Widok w kierunku Cartaromana 
Tarasy zamku Aragońskiego 
Okolice zamku zachwycały także roślinnością 
Ischia – isola verde, jak mówią na nią Włosi 
Opuncja 
Z zamku pięknie była widoczna także Vivara, a za nią Procida 
Urokliwe krajobrazy – nie mogliśmy się powstrzymać od robienia kolejnych zdjęć
Plaża Citara
To podobno najpiękniejsza plaża na całej wyspie. Nie mieliśmy dużego porównania, także trudno nam odnieść się do tej oceny. Jednak jest to bardzo ładna, piaszczysta i dość długa plaża. Piasek jest nie tylko na brzegu, ale także w wodzie na dnie. Część plaży należy do kompleksu term Posejdona.

Termy

Tak jak wspomnieliśmy, dzięki wulkanicznemu pochodzeniu wyspy, na Ischii występują wody termalne. Niemal każdy hotel ma basen z wodą termalną, wiele jest kompleksów takich basenów, SPA itd. My skorzystaliśmy z Term Posejdona – najstarszego i największego takiego obiektu na wyspie.
Jest to piękny, bardzo zadbany, duży kompleks 11 basenów z wodą termalną (z temperaturą od 28°C do 40°C), przy czterech z najwyższą temperaturą znajdują się baseny z zimną wodą (15°C) służące schłodzeniu ciała. Trzy z basenów, w tym jacuzzi, to baseny wewnętrzne. Dodatkowo, są także 3 baseny z wodą morską: dwa dla dzieci (o głębokości 80 cm) oraz jeden pływacki. Dzieci do lat 11 nie mają wstępu do basenów z wodą termalną oraz SPA. O zabiegach SPA nie możemy nic powiedzieć, ponieważ nie korzystaliśmy z nich. Poza typowymi basenami, w Termach Posejdona jest także sauna parowa ukryta w grocie oraz basen do kąpieli japońskiej, z wodą na przemian gorącą i zimną sięgającą do kolan, w którym spaceruje się po kamieniach. Przy basenach z gorącą wodą znajdują się zegary umożliwiające przestrzegania zalecanego czasu kąpieli, również obsługa dba o to by odwiedzający nie zapomnieli się i nie zostali tam zbyt długo.
W kompleksie jest dużo miejsc do wypoczynku z leżakami i parasolami. Otoczone są one śródziemnomorską roślinnością, ciekawymi formacjami skalnych, a także małymi wodospadami. Część plaży Citara także należy do tego kompleksu. Termy Posejdona udostępniają tam leżaki i parasole. Na terenie obiektu dostępne są kraniki z wodą pitną. Jedzenie można zakupić w trzech miejscach: w restauracji, w której obiady wydawane są do godziny 15, potem kuchnia jest zamknięta i nie dostaniemy już nic ciepłego do jedzenia, w kawiarni z kanapkami, sałatkami i pizzą oraz w barze z lokalnym winem i przekąskami serwowanymi do alkoholu. My niestety przegapiliśmy obiady, nie chcąc tracić czasu na czekanie w kolejce, także zjedliśmy średnią pizzę w kawiarni.
Bardzo ciekawe wrażenie sprawia widok gorącej wody termalnej wypływającej ze źródeł ulokowanych w górnej części term i spływającej w dół do niżej położonej części kompleksu. Po drodze woda bardzo intensywnie paruje.
W termach spędziliśmy około sześciu godzin i był to super relaks, zdecydowanie bez nudy, właściwie chętnie spędzilibyśmy tam jeszcze dodatkową godzinę czy dwie.
Mi najbardziej do gustu przypadła japońska kąpiel. Mogłam chodzić tam w kółko, było to bardzo przyjemne. Maciek za to tylko raz przeszedł się dookoła, po czym założył buty do wody, bo tak bardzo przeszkadzały mu kamienie. Jednak nawet w butach szybko się zniechęcił i poszedł do innego basenu. Oboje byliśmy zachwyceni lokalizacją, tuż obok plaży, morza. Kaskadowe ułożenie basenów i miejsc odpoczynku sprawiało, że z bardzo wielu punktów był piękny widok na kompleks i okolicę. Nie jesteśmy doświadczonymi saunowiczami czy bywalcami term, także wejście do basenu z wodą mającą 15°C tuż po grzaniu się w 40°C było dla nas dużym wyzwaniem.
Wrzesień to bardzo dobry czas na odwiedziny Term Posejdona. Ludzi było sporo, ale nie było problemu ze znalezieniem wolnych leżaków, czy wejściem do basenu. Temperatura nadal była wystarczająco ciepła, by odpoczynek na leżakach był bardzo przyjemny, nawet pod wieczór.
Teraz nieco o minusach. Wejście do term jest z perspektywy polskich zarobków dość drogie, całodniowy bilet dla dorosłego kosztuje 33 euro (35 w lipcu i sierpniu) [ceny z 2019 roku, w 2020 roku przez pandemię kompleks nie został otworzony]. Biorąc opaskę uprawniającą do wejścia na obiekt konieczne jest złożenie 5 euro depozytu w gotówce. Opaskę trzeba oddać ok. 30 minut przed zamknięciem kompleksu albo następnego dnia. Nas to zaskoczyło, ponieważ planowaliśmy pobyt do samego zamknięcia, więc nieco skróciło nam to czas w termach. Główna funkcja opaski polega na otwieraniu bramki prowadzącej do i z plaży przy kompleksie Posejdona. Dość irytująca jest opłata 1 € za każdorazowe zamknięcie szafki. W szczególności, że chcąc kupić jedzenie na miejscu, trzeba zapłacić kartą lub gotówką. To oznacza, że trzeba wrócić się do szafek, no i stracić kolejne 1 €.
Te organizacyjne minusy nie przysłoniły nam jednak plusów. Chętnie odwiedzilibyśmy to miejsce ponownie.




Zatoka Sorgeto – Baia di Sorgeto

Z wód termalnych można skorzystać nie tylko w płatnych kompleksach basenów, ale także w morzu, w miejscach gdzie wypływa gorąca woda.
Jedno ze źródeł termalnej wody znajduje się przy plaży Cartaromana, blisko hotelu, w którym mieszkaliśmy (Hotel Da Maria). W tym miejscu woda była jednak tylko nieznacznie cieplejsza, mogła mieć około 30-40°C. W zatoce Sorgeto (Baia di Sorgeto), woda wypływająca ze skał ma około 90°C. Para unosząca się nad wodą wygląda niesamowicie. Miejsce to jest przygotowane tak, by bezpiecznie móc skorzystać z kąpieli w ciepłej wodzie. Z kamieni ułożone są kręgi – „baseny”, do których prowadzą rampy. W pierwszym kręgu kąpiel byłaby zbyt niebezpieczna, woda byłaby zbyt gorąca, natomiast dalej gorąca woda miesza się z zimniejszą wodą z morza. Temperatura wody nie jest jednolita, można trafić na obszar, gdzie jest ona cieplejsza bądź chłodniejsza. W miejscu, gdzie woda wypływa ze skał, ludzie gotują ziemniaki czy jajka. Należy mieć ze sobą buty do wody, ponieważ kamienie i rampa są śliskie, trzeba być ostrożnym. Nie polecamy zabierać w to miejsce dzieci, a także zwierząt. Zarówno ze względu na ryzyko związane z gorącą wodą, jak i dużą ilością kamieni – chwila nieuwagi i łatwo o uraz. Nie ma tam typowej plaży, na której można się rozłożyć, wszędzie są mniejsze bądź większe kamienie. Dotarcie do zatoczki nie jest takie łatwe. Latem można przypłynąć wodną taksówką, natomiast od strony lądu konieczne jest zejście, a później wejście, po ok. 250 schodach. Mimo to – warto.
We wrześniu popołudniu był tam tłum ludzi i czasami było trzeba czekać aż zwolni się miejsce w cieplejszych kręgach. Jeszcze przyjemniej musi być późniejszą jesienią, bądź wiosną, gdy jest mniej turystów, a temperatura powietrza jest nieco niższa. Dobrym pomysłem byłaby także kąpiel w mniej popularnych godzinach.




Zatoka Baia di Sorgeto z łódki
Sant’Angelo

Sant Angelo to urokliwe miasteczko, z portem wyróżniającym się kolorowymi budynkami, bardzo fotogeniczne. My dotarliśmy tam łódką z Baia de Sorgeto. Polecamy ten transport – po drodze mogliśmy podziwiać skaliste wybrzeże. Motorówka kosztowała nas 6 euro/osobę. Miejsce, z którego roztacza się najładniejszy widok na miasteczko, a także morze, to skała za portem. Należy pójść wzdłuż ogrodzonych, płatnych plaż w stronę wzgórza, następnie poprzez wapienne skały, w których wydrążona jest ścieżka. W okolicach portu jest kilka plaż, na których można wynająć leżak, parasol i odpoczywać cały dzień. W samym miasteczku czuć, że jest to nieco bardziej turystyczna miejscowość, są sklepiki z pamiątkami itd. My byliśmy tam tylko pod wieczór, w samej okolicy portu. Jest to niezwykle malownicza okolica. Szczególnie pięknie wyglądała, gdy słońce było już nisko nad horyzontem.



skała – słoń 

Ta płaska skała to najlepszy punkt widokowy na Sant’Angelo 
Malowniczy zachód słońca
Ogród botaniczny La Mortella (Giardini la Mortella)
La Mortella to ogród botaniczny założony już w 1956 roku. Zajmuje powierzchnię aż 2 hektarów. Ma bardzo dużą kolekcję egzotycznych, rzadkich roślin. Ogród botaniczny La Mortella to także ośrodek życia kulturalnego, odbywają się tu regularnie koncerty młodych muzyków. Najlepsi uczniowie konserwatoriów muzycznych w Rzymie, Neapolu i Avellino dostają okazję, by zaprezentować się przed publicznością. Bilet do ogrodu kosztuje 12 €, a wstęp do ogrodu i na koncert kosztuje 20 €. Zdjęcia na stronie internetowej ogrodu La Mortella wyglądają niesamowicie, żałujemy, że pogoda pokrzyżowała nam plany. Ale tak jak napisałam wcześniej, nadrobimy to kiedyś na pewno.

Jedzenie

Po pysznym Neapolu, czas na Ischii nie był już tak smakowity. Na wyspie tradycyjną potrawą jest gulasz z królika. Raz mieliśmy go zamówić w restauracji naszego hotelu, ale niestety przy tej potrawie musielibyśmy zamówić więcej niż jedno danie z królika, więc zrezygnowaliśmy.
Polecić możemy restaurację Il Giardino. W deszczowy dzień zamówiliśmy tam na dowóz gnochii alla sorrentina i risotto z truflami. Oba były bardzo smaczne, choć niestety nie mamy zdjęć.
Zaraz obok przystanku autobusowego była piekarnia, która codziennie wabiła nas zapachem. Pewnego dnia poszliśmy tam po przekąski około południa, także jej półki były już niemal puste. Kupiliśmy tam to, co jeszcze zostało, czyli arrancini i… bułkę z pomidorem. Nigdy nie sądziliśmy, że zwykła bułka z pomidorem, oliwą i przyprawami może być tak smaczna. Brzmi bardzo prosto, ale świetne składniki i była to naprawdę pychota. Także piekarnię Ischia Pane di Alessandro Slama polecamy z całego serca.
Transport na wyspie

Z tego co zaobserwowaliśmy dużo mieszkańców podróżuje po wyspie elektrycznymi rowerami, skuterami, samochodami, a także autobusami. Niemieccy turyści, których jest najwięcej, korzystają głównie z wodnych taxi, popularną opcją jest także wynajem skutera. My jako mniej szastający pieniędzmi polscy turyści wybieraliśmy autobusy. Bardzo zdziwiliśmy tym recepcjonistę w naszym hotelu, gdy przybyliśmy z walizkami schodząc do hotelu po niezbyt przyjemnych schodach. Tygodniowy bilet na autobusy kosztował 14,50 €. Autobusami mogliśmy dostać się raczej wszędzie, chociaż zdarzało się, że aby dotrzeć do miejsca docelowego potrzebny był nieco dłuższy spacer do/od przystanku (jak np. do Baia de Sorgeto).
Praktycznie wszystkie przystanki na wyspie to przystanki na żądanie, także trzeba o tym pamiętać, naciskać przycisk będąc w autobusie, no i machać kierowcy stojąc na przystanku. Przemieszczanie się po wyspie trwa dość długo, ponieważ autobusy jeżdżą dookoła wyspy, wąskimi, krętymi uliczkami, na których niejednokrotnie praktycznie ocierają się o ogrodzenia domów. Co ciekawe po wyspie jeżdżą znane u nas autobusy firmy Solaris. W sezonie autobusy kursują ze zbyt małą częstotliwością, co skutkuje sporym przepełnieniem na najbardziej popularnych trasach, np. od Term Posejdona oraz nie mają klimatyzacji i jest w nich gorąco i duszno.
Jednak same te przejazdy też były czasem przygodą. Na jednego Włocha, mieszkańca wyspy, trafiliśmy w autobusie 3 razy. Za drugim razem witał nas jak dobrych znajomych i częstował cukierkami… tak jak połowę autobusu. My nie znamy włoskiego, on po angielsku też znał tylko kilka słów, ale niczemu to nie przeszkadzało. W trakcie takich przejazdów uwidaczniał się także nieco wybuchowy charakter Włochów. Podróżując cztery dni autobusami po wyspie, kilka razy widzieliśmy sprzeczki, głośne dyskusje, a to z kontrolerką, która nie dała kary za brak biletu małżeństwu z dzieckiem (kłótnia toczyła się jeszcze dłuuuugo po jej wyjściu), a to o generalny ścisk.
Nocleg
Na wyspie Ischia spaliśmy w hotelu Da Maria. Budynek ten znajduje się zaraz przy plaży Cartaromana, na której są leżaki udostępnione dla hotelowych gości lub na wynajem. We wrześniu plaża ta była dość pusta. Poza mieszkańcami hotelu, nie przychodziło do niej zbyt wielu turystów. Największa zaleta tego noclegu to przepiękny widok na Zamek Aragoński. To ten krajobraz nas zachwycił i sprawił, że wybraliśmy Da Marię. Strona hotelowa nie kłamała.
Hotel niczym innym szczególnym się nie wyróżniał. Śniadania i pokoje były w porządku, ale nie zachwycały.
Przy hotelu działa także restauracja. Część gości przypływa do niej wieczorami na kolację. Jedliśmy tam raz obiadokolację, ale jedzenie tutaj także nie zachwyciło.
Co ciekawe, jedna z pań z hotelowej obsługi to Polka, także czasami mogliśmy porozmawiać w ojczystym języku.
Jeśli szukacie spokoju, to ten hotel ma idealną lokalizację. Jest on z dala od atrakcji, z dala od centrum miasteczek. Dość blisko znajduje się przystanek autobusowy, ale aby dojść do niego trzeba przejść po stromych schodach pod górę. Z pobliskiego przystanku odjeżdżały autobusy do portu, jednak by dojechać do Term Posejdona, czy Zatoki Sorgeto szliśmy na przystanek oddalony o ok. 2 km. W cenie noclegu wliczony jest transport łódką z portu w dzień przyjazdu, i dopłynięcie do portu po wymeldowaniu. Biorąc pod uwagę schody jest to bardzo przydatne, i zdecydowanie polecamy.


